Bez tytułu

2011-12-22 | by Admin_Luk |

Wiele lat temu, gdy zaczynałem pracować, w jednym z tygodników trafiłem na dość spory artykuł ogólnie opowiadający o pracy fotoreporterów. Jako raczkującego dopiero w zawodzie napawał mnie optymizmem. Bohaterowie tekstu opowiadali, że w końcu nadszedł ten moment, kiedy fotografia prasowa stała się ważna, a czasy kiedy fotoreporter stał w redakcyjnej hierarchii niżej kierowcy minęły i już nie wrócą. Zanim zdążyliśmy się takim stanem rzeczy nacieszyć, przyszło nam walczyć o przetrwanie, myśląc o akcjach protestacyjnych i zakładając związki zawodowe. O przetrwanie muszą już walczyć wcale nie Ci, którzy okazali się niepotrzebni i zdecydowali się odejść, ale Ci, którzy jeszcze pracują.  O tym, ile ma kosztować fotografia, jakie zdjęcia są potrzebne, kto ma je robić i na jakich warunkach decydują ludzie, którzy gdyby robili w branży muzycznej, nie widzieliby różnicy między Mozartem a Jankiem Muzykantem.

Ci, którzy konstruują dzisiejsze umowy, określają warunki pracy fotoreporterów i ustalają cenniki, patrzą na naszą grupę zawodową jak na każdą inną, gdzie można znaleźć oszczędności. Nie wiem czy powinniśmy czuć się wyjątkowi. Ale wiem na pewno, że żeby poświęcić się tej pracy, trzeba ją co najmniej bardzo lubić i połączyć ją z pasją. Większość fotoreporterów to ludzie, którzy zajęli się tym co robią bo naprawdę chcieli. Dokonywali świadomego wyboru, bo to co uwielbiali mogło stać się ich sposobem na życie. Oprócz tego, że zarabiali w ten sposób, mieli frajdę z tego że dostarczali swoim redakcjom i agencjom dobre zdjęcia, godząc się często przez lata na kiepskie warunki zatrudnienia lub współpracy. Z całym szacunkiem dla innych zawodów – czy znajdziecie księgowego, który ma tyle chęci do liczenia co przeciętny zawodowy fotoreporter do fotografowania? Który kiedy już upora się z obowiązkami nakładanymi przez pracodawcę, swój czas wolny poświęci na liczenie, tak jak fotograf na zajmowanie się fotografią? Ilu przedstawicieli innych zawodów wykorzystuje swoje urlopy na pracę? Fotoreporterzy często, co nie przeszkadza im później na przekazanie swoim macierzystym tytułom materiałów robionych za własne pieniądze i w czasie wolnym. I są na tyle lojalni, że gdy ich zdjęcia zdobędą nagrody, oprócz swojego nazwiska wymieniają nazwę firmy dla której pracują, choć często nagrodzone fotografie nigdy nie były opublikowane.

Fotoreporter to coś więcej niż dostarczyciel obrazka i redakcyjny koszt. O tym, jak bardzo trzeba kochać tę robotę najlepiej chyba świadczy fakt, że przez ostatnie lata wszyscy uznaliśmy za standard to, że pracujemy swoim sprzętem, niszczymy ciuchy i buty fotografując powodzie, pracujemy na własnych komputerach, nie korzystamy z hoteli tylko jeździmy po nocach bo „redakcji nie stać”. Kiedyś, gdy usłyszałem pytanie, czy mój samochód jest służbowy, pomyślałem sobie, że tak. To jest bardzo służbowy samochód. W celach niezwiązanych z pracą nie jeżdżę nim prawie wcale. A jak rozmawiam ze zleceniodawcą o zwrotach kosztów dojazdu uznajemy, że liczymy tylko realne zużycie paliwa. I jeszcze najczęściej słucham narzekania, że moje auto nie jeździ na gaz. Ludzie pytający o nasz sprzęt często z niedowierzaniem słuchali, że to czym pracujemy jest prywatną własnością i nie jest ubezpieczone. A kiedy dowiadywali się, jakie są stawki pytali „to jak to się opłaca?”. No, średnio – odpowiadał wtedy często fotograf – ale ta praca to nie tylko pieniądze, tu chodzi o coś więcej…

Z wielu stron słychać, że fotografia prasowa stała się niepotrzebna. Niski poziom publikowanych zdjęć spowodowany kryterium cenowym sprawia, że rzeczywiście takich zdjęć już nikt nie chce oglądać. Kiedyś amatorzy fotografii przyglądali się z zainteresowaniem temu, co pojawiało się w gazetach i agencjach fotograficzny, żeby poznać dobrą fotografię i ewentualnie się czegoś nauczyć. Dziś mogą się podbudować tym, że sami są w stanie robić lepsze zdjęcia swoim telefonem lub aparatem kupionym w hipermarkecie niż te publikowane w najważniejszych tytułach prasy codziennej lub ich internetowych wydaniach. O tym, że kiedyś fotografia prasowa była nie tylko suchą rejestracją wydarzenia polegającą na tym żeby „wcelować i nacisnąć” ale bogatym w formę autorskim przekazem dawno już zapomniano, a wspomnienie o tym wywołuje co najwyżej śmiech. Tylko konkursy fotograficzne potrafią o tym jeszcze przypomnieć, ale zapewne już niedługo. I też nie wszystkie.

Fotoreporterzy, którzy zdecydowali się robić śluby mówią, że nowożeńcy – choć nie są często fachowcami od fotografii, potrafią bardziej docenić ich pracę niż wydawcy. I jeszcze godziwie zapłacić bez marudzenia, bo lepiej niż wydawcy widzą różnicę pomiędzy fotografem tanim a tym z wyższej półki. Jeden z moich kolegów, po odebraniu prestiżowej nagrody w jednym z konkursów, nie miał czasu napić się nawet piwa, bo musiał lecieć “obrobić” ślub.

Dziś ekskluzywność materiału fotograficznego polega na tym, żeby zarejestrować moment, kiedy  znanej społeczeństwu gwieździe wypadł cycek podczas tańca albo innej złamał się obcas. Przydatność i wartość fotografii oceniają ludzie, którzy oglądając Wenus z Milo widzieliby tylko gołą babę bez rąk. Niskie wyceny tłumaczą uwarunkowaniami rynkowymi, jednocześnie narzekając na ten właśnie rynek, który sami tworzą i na wyścigi obniżają wartość “towaru”, którym dysponują i handlują.  Jeśli fotografia jest tak kiepskim biznesem, dlaczego nie zaczną w takim razie handlować czymś innym? Gdyby przyszedł do nich James Nachtwey, nie poświęciliby nawet pięciu minut na obejrzenie jego zdjęć, bo nie są kolorowe i nie ma “znanych ryjów”.

Fotografowie przestają dyskutować o tym, czy zdjęcie jest dobre czy nie, o etyce zawodowej i tego typu „dyrdymałach”. Jedynym tematem, który dziś jest poruszany to kto i jak bardzo chce nas „wydymać” i ile się bierze za zdjęcia ślubne. Młodzi, którzy przychodzą do redakcji i agencji i chcą robić zdjęcia, zanim zdążą się czegoś nauczyć wpadaj w długi, a uczyć ich nie ma kto. Ci, którzy mogliby być autorytetami, odchodzą z zawodu i w wieku „średnim” postanawiają się przebranżowić. Nic później dziwnego, że na pogrzebie Janusza Morgensterna pojawiają się fotografowie ubrani jak na plażę i nie zauważają w swoim zachowaniu nic  niestosownego. Najwyraźniej zatrudniający ich też nie widzą w tym nic złego, ważne jest tylko to, żeby dostarczyli zdjęcia, które będą się dobrze „klikać” w internecie, po 5 zł sztuka. Podczas wizyty Dalajlamy w Gdańsku jeden z właścicieli dużej agencji instruował swojego świeżego współpracownika: „rób całą postać, główkę i półpasiec i niech patrzy w obiektyw”. Takie przygotowanie wystarczyło, żeby zawiesić mu na szyi identyfikator z napisem „media / fotoreporter”.

Szanowni specjaliści od oszczędności i rachunków –może zabrzmi to patetycznie – ale  zabiliście fotografię prasową. Spowodowaliście, że nikomu już się nie będzie chciało. Liczycie zdjęcia „na sztuki”, nie przyjmując do wiadomości, że nie wszystko da się tak przeliczyć. Nie macie szacunku nie tylko do tych, którzy zdjęcia robią, ale również do odbiorców. Po co fotograf ma się starać i robić zdjęcie, które będzie ozdobą periodyków wydawanych przez firmy dla których pracujecie, skoro w momencie dostarczenia tej fotografii wydawcy przestaje mieć do niej jakiekolwiek prawa? Jak ma się pochwalić dobrą publikacją, skoro pokazanie swojego nawet genialnego zdjęcia kupionego z agencji równać się będzie powiedzeniu światu „patrzcie, jakie świetne zdjęcie, jestem jego autorem, nie dostanę za nie pieniędzy”? Jak ma się starać ten, który rezygnował dotychczas z ubezpieczeń emerytalnych, bo liczył na to, że jego archiwum jest zabezpieczeniem na starość? I jak się ma czuć  ten, któremu za zdjęcie publikowane w Internecie macie czelność zaproponować 5 lub 10 zł? Powiem Wam – czuje się okradziony i nie ma już motywacji do pracy.

Wesołych Świąt!

Łukasz Głowala


  1. Wpisy do “Bez tytułu”

  2. Dodał(a) Jarek Żeliński dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    i pozostaje mieć nadzieję, że tak jak przeszła moda na disco polo i ludzie jednak “widzą różnicę” (choć nisza disco polo zawsze bezie istniała) tak ludzie “zobaczą różnicą” w publikowanych zdjęciach…

  3. Dodał(a) wysocki dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    Kolega ma całkowitą rację, wyjątkowo warty przemyślenia jest opisany tu mechanizm jakość-Ilość oraz doświadczenie-brak doświadczenia. Sam niedawno spotkałem się z sytuacją kiedy zdawałoby się poważna Agencja zatrudniła młodą dziewczynę robiącą bardzo słabe zdjęcia nie potrafiącą się nawet odnaleźć na temacie (skandaliczne zachowanie na spotkaniu z panią Czubaszek gdy publiczność zwróciła jej uwagę aby nie używała lampy błyskowej), tylko dlatego że była ona tańszym pracownikiem…materiał, który dostarcza jest bardzo słaby…ale jest. Nie tędy droga. Pozdrawiam i również składam wszystkim najlepsze życzenia.

  4. Dodał(a) kardasz dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    To się, Łukaszu, rozpisałeś. Ćwiczenia przed zmianą specjalności? Możemy sobie, nad piwem, (jeśli kogoś na nie jeszcze stać), lub o suchym pysku, ponarzekać. Nic to już nie zmieni. Nie mamy z kim dyskutować. Nie mamy oparcia w drugiej stronie, tj. kierownikach foto, edytorach ,naczelnych, wydawcach, którzy nie tyle przeszli na drugą stronę mocy co po prostu też trzęsą dupami o własne stołki. Możemy się zastanawiać, czy to jakaś zorganizowana akcja określonych kół, żeby ogłupiać czytelników coraz głupszymi tekstami i coraz gorszymi obrazkami w coraz to głupszych i brzydszych gazetach, (których to, notabene, głupie społeczeństwo i tak już nie czyta)
    Zawód fotoreporter jest zawodem ginącym! Wyginiemy jak dinozaury, zupełnie jak znikli parasolnicy, cygańscy kowale robiący patelnie, ostrzyciele noży, płatnerze, kołodzieje i wiele dziesiątków innych. Wygra ten, kto z nas wcześniej się z tym pogodzi. To że kochamy tą paskudną robotę, Łukasz, i nie potrafimy sobie wyobrazić czegokolwiek innego, to tylko nasz problem. i punkt Dla Nich. Jeśli to wojna, zróbmy jak aktorzy z warszawskich teatrów – gremialnie zostańmy kelnerami w spółdzelczej restauracji. Moze ktos umie zabrzdękać coś na pianinie? I plujmy do piwa każdemu, kto będzie pracował dla gadzinówek – czyli każdej prasy.
    albo drugie wyjscie… napoły gangsterskie: postawmy przed wydawcami silny związek, i poweidzmy im, ze tylko związkowcy mają prawo publikować w prasie (i internecie) i to po naszych stawkach. kazdy nie zwiazkowiec niosący swoje marne (bo nie zaakceptowane przez zwiazek foty) traci sprzet i zęby, a moze i sledzione, a kazdy redaktor naczelny musi gasic pozar redakcji i wentylowac budynek po ataku kwasem strasznie smierdzącym .tak powstawaly centrale zwiazkowe w chickago… To zadziala, ale nie na dlugo, bo przeciez po fotografach przyjdzie czas na dziennikarzy, potem na redaktorow, potem na naczelnych, a potem to juz … cieć zgasi siwatlo. dobre to bedzie dla lasów. niech zyją nasze sosny i brzozy. Wesołych świąt

  5. Dodał(a) kardasz dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    a w skrócie, podsumowując:

    po co nasze swary głupie, wszak i tak zginiemy w zupie.

    o, i teraz to poiem : Wesołych, Moje Szczypiorki! P:)

  6. Dodał(a) krach dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    Piękne epitafium napisałeś
    niestety fotoreporterzy sami sobie są winni godząc się na takie warunki od samego początku pracy.
    Na zdjęcia Nachtweya redakcje by nie popatrzyły nie dlatego że nie ma na nim znajomego ryja ale dlatego , że on by im ich nigdy nie pokazał. Bo by się mu to nie opłacało -odszedł z magnum bo uważał że nie dbają o jego interesy kropka. Rozumie , że by wykonywać tę pracę MUSI za nią dostawać pieniądze.
    A co w GW?
    Wszyscy nawet w centrali od dawna narzekali, że „jakby nie kredyt itd.itp. to dawno by to rzucili” ale się trzymali stołka doprowadzając profesje do dalszej degradacji. W oddziałach ludzie jeździli własnymi samochodami z zatankowaną przez siebie benzyną.
    Jak wygląda całe środowisko dobrze widać gdy próbowano zorganizować jakiś protest- nie było wiadomo przeciwko czemu – jedni chcą bronić stanowisk w GW (i tak na skandalicznych warunkach) inni blokować niskie ceny do netu (za późno – zdjęcie to nie ropa a fotoreporterzy nie maja swojego OPEC )
    Audycja z Szp Donatem w radiu to porażka – poszedł kompletnie nieprzygotowany, moje pierwsze skojarzenie z tym co mówił to byli… GÓRNICY
    Poczytajcie sobie w tej książce http://www.amazon.com/Underexposed-Censored-Pictures-Hidden-History/dp/1903399211/ref=sr_1_3?ie=UTF8&qid=1324565488&sr=8-3 jak zareagował Witold Krassowski, gdy w czasie swoich wielkich dni DUZY FORMAT (nie mylić z reklamówką wydawaną dziś) odmówił wydrukowania jednego z kluczowych zdjęć w jego fotoreportażu. Jakby wszyscy tak się zachowywali to dziś nie byłoby problemu.
    A teraz niestety to już musztarda po obiedzie.
    Pokuszę się jeszcze o przewidywanie przyszłości, będzie tak:
    gazety zaczną organizować konkursy na najlepsze zdjęcie z wydarzenia o którym napiszą wcześniej na swojej stronie internetowej- nagrodą będzie publikacja i plastikowy zegarek , plastikowy zegarek redakcja dostanie w barterze od sponsora któremu to w zamian za darmo puści w necie reklame.
    A potem wszyscy padną: gazeta (rozdaje reklamy i jest nudna), sponsor (bo rozdaje zegarki) i ten kto wygrał konkurs (straci robotę u tego kto wyprodukował zegarek)
    bo nie da się pracować i robić biznesu za darmo i coraz taniej – to droga z równi pochyłej
    HOWGH
    PS ja mam się dobrze, pracuje jako fotograf, ostatni raz zrobiłem zdjęcie dla polskiej gazety w 2006 roku, nie muszę robić kotletów, mam się dobrze. A jak któryś z potencjalnych klientów mówi mi że ma mały budżet itp. to nawet nie odpisuje na jego maila, choćby nie wiem jakie miałbym ciśnienie w danym momencie na kasę.

  7. Dodał(a) wtolyz dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    Wesołych Świąt i wszystkiego dobrego Łukasz…

  8. Dodał(a) Bart Kudowicz dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    Łukasz, przeczytałem to jako taką współczesną opowieść wigilijną :) . Niestety to co napisałeś jest smutne ale prawdziwe, chyba każdy z nas ma podobne przemyślenia.
    Pozdrawiam i życzę z okazji Świąt wytrwałości nagrodzonej satysfakcją.

  9. Dodał(a) iczek dnia 2011-12-22 | Odpowiedz

    Łukasz,
    Pozwolę sobie napisać kilka zdań choć nie jestem fotoreporterem. Pozwolę sobie także napisać to w bardzo osobistym tonie, bo tak odebrałem Twój wpis.

    O fotoreporterkę otarłem się w czasie studiów. Słowo otarłem się jest idealne. Bo to wówczas Maciek wypatrzył mnie gdzieś pod ś.p. wrzeszczańskim Cristalem w nocy czatującego na zdjęcie jakiegoś polityka. Robiłem to dla siebie, dla przyjemności. Zaprosił mnie do agencji. Tam poznałem Ciebie i z perspektywy tych minionych chyba już grubo 15 lat, mogę powiedzieć, że byleś dla mnie odniesieniem :) Zazdrościłem Ci oka, determinacji i tej miłości do reporterki, które ja chyba w końcu nigdy w sobie nie odkryłem… w efekcie czego skierowałem oczy w zupełnie inna stronę fotografii. Zresztą tak jak dla Ciebie reporterka, tak dla mnie jest to jakieś drugie życie (obok jedzenia, rodziny itd..) Nie mogę nazwać tego pasją, to coś o wiele poważniejszego!
    Staram się śledzić losy reportażu. Z przerażeniem skonstatowałem jakiś czas temu, że rzeczywiście wymieracie. Wy – fotoreporterzy. W Stanach wyparła Was epoka tzw. “dziennikarstwa obywatelskiego”. Jakkolwiek pięknie by tego nie nazwać, w wypadku fotografii sprowadza się to do amatorskiego i często przypadkowego fotografowania telefonem, które nie ma nic wspólnego z fotografią jako sztuką. A fotoreportaż jest sztuką. Dosłownie i w przenośni.

    W Polsce nie ma dziennikarstwa obywatelskiego więc po prostu chodzi o cykanie fotek byle czym, bez zaangażowanie społecznego czy politycznego. Ot, mam aparat, oddam fotę gazecie. A oni biorą. Jak swoje. Bo ktoś policzył, że to się opłaca, a czytelnik i tak to łyknie. A nie!?
    Do dzisiaj pamiętam sytuacje, gdy fotorzepa zwróciła uwagę Maćkowi, żeby nie wysłał im takich zdjęć jak to moje… :) Dokładnie pamiętam te scenę w agencji. Zrobiłem gówniane zdjęcie. Ale wysłać coś trzeba było. I wtedy jeszcze ktoś o tym myślał i dbał o to, by nie publikować amatorskich prób w reporterce :) Z perspektywy czasu, okazuje się to wartością samą w sobie! Czyż nie piękne!? Tęsknota za byciem ocenianym! Nie branie byle czego, ale dbanie o jakość! Ciesze się, że miałem te szanse ocenionym, pomimo, że negatywnie :) Że ktoś w ogóle oceniał.
    Doskonale też pamiętam zdjęcie, za które dostałem pochwałę :) To działa wszak w dwie strony.

    Z wielką przykrością przeczytałem więc Twój wpis. Wyczuwam żal ogromny i mam wrażenie, że oddaje świetnie Waszą (reporterów) sytuację bez wyjścia. Nie wygracie. Tak jak nie wygrywa się z bankami, księgowymi i prawnikami. Po kolei, zawody typu twórczego poddadzą się fali ekonomiki XXI wieku.
    Czy jest dla Was ratunek!? Nie ma. To kwestia czasu, gdy zaczną upadać nawet te największe agencje, posiadające najbogatsze zasoby archiwalne. A film rekruta służącego w Afganistanie zrobiony iPhonem w toalecie podczas ostrzału bazy przez Talibów, zawsze sprzeda się lepiej niż fota wysłanego tam za parę tysięcy dolarów fotoreportera. Niestety. Nawet trudno tutaj mówić o pogodzeniu tych dwóch światów. Po prostu nie będzie się opłacać :(

    Dlatego też, życzę Ci abyś nigdy nie sprzedał aparatu i… pomaczał trochę łapy w kolodionie :) Tego i tak nikt nie kupi do gazety, a jaka przyjemność wąchania :) i nadal to czysta fotografia!

    pozdrawiam!
    iczek

  10. Dodał(a) jezior dnia 2011-12-23 | Odpowiedz

    Glowala ale tego naprodukowales… musze wybrac miedzy sniadaniem a czytaniem… place tu za kazde 10 minut internetu… glodny jestem i szkoda 10 rupi :) poprosze bolka to mi streszczenie podesle :)

  11. Dodał(a) klotzu dnia 2011-12-23 | Odpowiedz

    teraz wystarczy tylko amen powiedzieć i świeczkę zapalić, o przepraszam, najlepiej taką wirtualną i jeszcze na wirtualnym cmentarzu, realnie odzwierciedlającą stan finansów za fotografię. A być może rozwiązaniem jest zwrócenie się do sił nadprzyrodzonych… – http://tablica.pl/oferta/dziennikarza-od-zaraz-plus-udzial-w-zyskach-IDAqux.html

  12. Dodał(a) LukG dnia 2011-12-23 | Odpowiedz

    Dziękuję wszystkim za życzenia! Wam wszystkim najlepszego!
    Nie spodziewałem się takiego odzewu – dzięki za linkowanie i pozytywny odzew!
    Rzeczywiście może trochę się rozpisałem, ale temat jest szeroki. Napisałem “na szybko” i nie kontrolowałem ile tego będzie – dlatego też jest może kilka baboli składniowych i stylistycznych, ale w końcu nie jestem literatem :)
    Iczek – przypomniałeś mi o kolodionie :)
    Jezior – niech Ci Bolek nagra audiobooka :)
    3majcie się!
    LukG

  13. Dodał(a) walus dnia 2011-12-23 | Odpowiedz

    W sumie ciężko znaleźć zawód , który dla osoby go wykonującej generuje tak duże koszta (wymiany sprzętu,zajeżdżone samochody,laptopy,szybki internet). Ja to się tylko cieszę,że zwlekałem z wymianą sprzętu nowego sprzętu – czyli wzięciem kredytu. A planowałem to na styczeń. Bo ciekawe jakbym spłacił …
    Mam porównanie z kolegą bibliotekarzem,który zarabia 1700zł. Koszt pracy równa się niemalże zero. No powiedzmy,że jak mu się nie chce iść do pracy na piechotę lub jechać na rowerze to musi miesięcznie wydać ok. 100zł na bilety autobusowe…I teraz pytanie – ile musiałby zarabiać fotoreporter by mu na czysto zostało 1600zł miesięcznie…

  14. Dodał(a) adamek dnia 2011-12-24 | Odpowiedz

    Kilka dni temu przekonałem się dosadnie jak w prasie traktowane są zdjęcia. Kolega redaktor z miejscowego oddziału pewnej dużej gazety ogólnopolskiej zwolnił miejsce i dał cynk żebym wskoczył na jego miejsce. Odmówiłem, bo pisać nie potrafię. Za kilka dni dzwoni redaktor prowadzący z tegoż oddziału z informacją, że szukają człowieka, czy nie byłbym zainteresowany. Ja , że owszem pracy szukam, bo czasy ciężkie, śluby się pokończyły, zima idzie itd., ale pisać nie potrafię. Mówię, że jeśli chodzi o zdjęcia to z chęcią pomogę. On coś w stylu – nie, no zdjęcia sami sobie robimy. No i robią sobie sami. Ale tego co robią nie powinno się nazywać zdjęciami.

    Chociaż nie pracowałem na etacie i w branży jestem krótko, to sam mam podobną sytuację do pozwalnianych kolegów i koleżanek. Trzymam za was kciuki, za siebie zresztą też.

    A właściwie to jedną ręką trzymam kciuka, a drugą szukam uprawnień na widłaka. Gdzieś je zasiałem, a w nowym roku może się przydadzą.

    Mimo wszystko – Wesołych!

  15. Dodał(a) pradut dnia 2011-12-24 | Odpowiedz

    Adamek, przeczytałem jak napisałeś i stwierdzam, że dobrze sobie radzisz, lekko idzie, w zasadzie musiałbyś tylko załapać, że pisanie polega na skreślaniu :)
    Trochę o tym wiem, bo pod innym nazwiskiem napisałem dwa pudła reportaży, które wyrzuciłem, gdy nasikał w nie kot. Cenię kota.
    Ale co wózek to wózek, można zaszaleć.

  16. Dodał(a) In-victus dnia 2011-12-24 | Odpowiedz

    Niestety widzę,że nie tylko ja czuję się rozczarowany.
    Podobnie jak Adamek nie pracowałem na etacie, choć poważnie się zastanawiałem czy nie zająć się tylko fotami.
    I teraz nie wiem czy na szczęście czy na nieszczęście rozsądek wziął górę nad emocjami co powstrzymało mnie przed kredytem.
    Życzę wszystkim i sobie również Wesołych Świąt oraz tego by te rozczarowania nie odebrały nam tego co kochamy – robić zdjęcia ,nawet jeśli trafią potem do szuflady.

  17. Dodał(a) Krzysztof Skłodowski dnia 2011-12-25 | Odpowiedz

    Szanowni!
    Być może nie warto się łamać…jest tyle rozwiązań ;)
    http://sklodowski.pl/blog/fotoreporterzyplacza/

    bądźmy dobrej zgodnej myśli.
    SKL

  18. Dodał(a) lestafoto dnia 2011-12-25 | Odpowiedz

    Łukasz popieram Ciebie i Twoją analizę opłacalności wykonywania zawodu fotografa ( dotychczas nie zarejestrowano zawodu fotoreportera w Polsce ). Każda branża zawodowa posiada swe cenniki, jedynie my ich nie mamy, taksówkarz 2,20 zł za kilometr, adwokat 100 zł za poradę itp. Między sobą walczą agencje aby mieć jak największy zysk nie patrząc na nas. Ale czy my musimy robić zdjęcia i dopłacać do nich, aby agencja miała zysk-stanowczo trzeba powiedzieć nie. Zdjęcie w internecie 1 grosz za otwarcie strony, prasa każde minimum 100,00 zł itp. Brak akceptacji naszego cennika protest tygodniowy w fotografii prasowej, ale tu nam się wyłamie AF PAP, obsłużą wszystko ze względów na lojalkę i kasę i jakiś tam prestiż, czy do końca opłacalny w terenie?. Prosty rachunek Podlasie, ważnych tematów 15, za każdy maks. 150 zł minus opłaty ZUS, zużycie sprzętu, auta, koszt rozmów tel. internetu i legalnego oprogramowania, zostaje renta rolnicza 500-600 zł. Tak wygląda w UE polski fotograf pracujący dla znanych wydawnictw i agencji krajowych. Z dniem 1 stycznia STOP fotografii prasowej w Polsce, zostawmy wszystko osobom z telefonami i redaktorom z “idiot” kamerą. SUKCESÓW IM ŻYCZĘ

  19. Dodał(a) Kacper dnia 2011-12-27 | Odpowiedz

    Pytanie brzmi: co dalej. Bo co się stanie z samymi fotoreporterami to jedno, co z rynkiem to drugie, co z agencjami które zostały to trzecie.

    Od wykonania zdjęcia do publikacji jest długi łańcuch powiązanych ogniw. W naszym łańcuchu jest sporo słabiutkich ogniw wiązanych nitką na słowo honoru. Np jednym z takich ogniw to edycja. W wielu redakcjach nie istnieje. Skoro zdjęcia przechodzą przez ręce/oczy które “nie widzą różnicy” nie ma się co dziwić, że efekt w publikacji jest jaki jest. Że statystyczna gazeta wygląda słabo. Nie mówiąc o wydaniach internetowych. Tylko dlaczego, gdy u naszych sąsiadów w codziennych gazetach publikowane są dzieła sztuki my walczymy o to, aby zdjęcia były podpisywane i aby nie zmieniać im kadrów bez zgody autora.

    Efekt jest taki, że wielu fotografii nie udostępniam Polskim redakcjom. Szkoda przeżyć to samo rozczarowanie, w dodatku za śmieszne pieniądze.

    Może sytuację zmieniłoby uniesienie pracy edytora do rangi sztuki – poprzez prosty zabieg – aby edycja była oceniana w konkursach fotograficznych, tak jak się to dzieje w innych krajach? Aby za swoją pracę edytor mógłby być doceniony. Aby dobre przykłady niosły w świat jakieś wytyczne. W tej chwili efekt pracy edycji przechodzi niezauważony, a zdarzają się dobre przykłady. Co więcej, sporo osób które zajmują się edycją nie ma pojęcia że w zestawieniu zdjęć i kompozycji stron może być jakaś wartość i piękno. Mało gdzie jest dyrektor artystyczny. Mało gdzie jest edytor z przygotowaniem do pracy. Skąd więc redaktor prowadzący ma wiedzieć że coś jest lepsze a coś gorsze. Z kim ma się liczyć i kogo słuchać?

    Bardzo bym chciał, aby moje fotografie były opracowywane przez fachowe ręce, aby publikacja niosła prawdziwą satysfakcję.

    pozdrowienia,
    Kacper

  20. Dodał(a) ihateall dnia 2011-12-28 | Odpowiedz

    Płaczemy nad rozlanym mlekiem. Przez ostatnich kilkadziesiąt lat fotoreporterzy nie zrobili dokładnie nic by zapewnić egzystencję swojego zawodu. Nie powstał nawet silny związek zawodowy.
    Od lat godziliśmy się na coraz niższe stawki, coraz bardziej pogardliwe traktowanie. O czymś świadczy, że konkursy fotograficzne wygrywały zdjęcia, które nawet nie otarły się o łamy macierzystych gazet.
    Pracowaliśmy w warunkach urągających godności pracownika. Jak inaczej nazwać sytuację gdy dziennikarz ma zapewniony hotel a fotoreporter musi albo obrócić w te i we wte ( czasem ładne kilkaset kilometrów) lub spać w samochodzie w imię oszczędzania ?
    Teraz na forach wszyscy płaczą – co ciekawe wśród płaczków są szefowie (teraz już byli) działów foto…Czyli ci, którzy cisnęli by zgadzać się na niższe stawki, po „koleżeńsku” namawiali mówiąc, że to przejściowe. Mieli rację – był to etap przejściowy przed zlikwidowaniem działów foto i zawodu fotoreportera. Zawodu widma. Zawodu bez chorób zawodowych, zawodu w którym na badaniach okresowych okazuje się, że pracujemy TYLKO przy komputerze.
    Od kilku lat słyszymy tylko „szybciej,szybciej” , impreza jeszcze się nie zaczęłą a już jest X telefonów czy wysyłasz zdjęcia… Część kolegów zainwestowała w karty wifi by wysyłać zdjęcia prosto z „puszki”. Jak się to ma do jakości? Co tak naprawdę widzisz na pieprzonym monitorku w aparacie? Jak można mówić o świadomym wyborze zdjęć? Podobnie żenujące jest wysyłanie zdjęć z meczów, gdzie tak naprawdę większość foto robi tylko pierwszą połowę – druga to nerwowe wysyłanie zdjęć z laptopem na kolanach i próbami ogarnięcia tego co dzieje się na boisku.
    Już kilka lat temu mówiliśmy, że telefony z aparatami ograniczą zapotrzebowanie na nasze usługi – zanim dojedziesz na miejsce zdarzenia dziesiątki zdjęć już będą na serwerach redakcji/agencji. I jakoś nikt nie narzekał na jakość tego co pojawiało się w gazetach. Od nas wymagano jakości w czasie limitowanym ciągłymi ponagleniami. Od „obywatelskich” wymagano tylko przysłania zdjęć.
    I nadal nie walczyliśmy. Nadal biernie patrzyliśmy na kurczące się wyceny. Bo rodzina, bo kredyty…bo etat.
    Wzruszeniem ramion żegnaliśmy kolegów, których zastąpiono współpracownikami. Jakoś nikt larum nie podniósł gdy GW zwolniła fotoreporterów w oddziałach. Zostawiając tylko po jednym na region. Ten drugi i tak pracował – tylko na własnej działalności lub umowie śmieciowej. I to pracował tak samo jak wcześniej – był fotoreporterem, fotoedytorem i darmowym transportem dla dziennikarzy. I…panowała cisza.
    Pamiętam jeszcze czasy gdy fotoreporter GW miał zakaz (nieoficjalny)realizowania więcej niż 3 tematów dziennie – bo stawiano na jakość. Jak to się ma do wysyłania zdjęć z puszki?
    Prym na rynku wiedzie agencja utrzymywana z podatków płaconych przez inne agencje i fotoreporterów (m.in.). A Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów jakoś śpi…? Może dlatego, że inne agencje nie podjęły walki tylko starały się wycisnąć ile się da z pracowników…
    Podobnie jak skarbówka , która jakoś nie walczy z „szarą strefą” w naszym zawodzie. Ile osób pracuje bez umów? Ilu się płaci pod stołem? Tzw. współpracownikom?
    Powiedzcie jak przy obecnych cenach paliw mogliśmy godzić się na delegacje typu 60gr/km? To ledwo zwrot kosztów przejazdu. A gdzie amortyzacja? To samo z prywatnym sprzętem foto – nie wymagając nic od „obywatelskich” od nas wymagano używania dobrej klasy sprzętu. Sprzętu , który niestety kosztuje. I niestety nie jest wieczny. Słynne – musisz sobie jakoś poradzić. Poradzić kupując sprzęt na kredyt, utrzymując samochód, naprawiając aparat itd.
    Powiedzmy wprost – przespaliśmy czas walki. I nie zmienią tego żadne zebrania, protesty i lamenty. Panowie i Panie – bądźmy szczerzy – maszyna czasu nie istnieje. Nie ma opcji cofnięcia się w czasie o 10 lat. Teraz to możemy sobie tylko popłakać. Doszło do sytuacji gdy generujemy produkt powyżej wymaganych standardów. Ekonomia jest bezlitosna – po co płacić fotoreporterowi skoro miejsce z tego samego miejsca można mieć ZA DARMO. To nic, że gorsze. Kto z odbiorców pokolenia iphone’a zwróci na to uwagę?
    Musimy przyjąć do wiadomości – fotoreporterka to teraz drogie hobby, którego efekty możemy wrzucić na bloga. Albo oddać gazecie za darmo.
    Płacz , które teraz słyszymy to krokodyle łzy. Za chwilę pójdziemy na noże o resztki fotoetatów w gazetach, agencjach.
    Jesteśmy tak podzieleni ,ze nie stanowimy zagrożenia. Nie jesteśmy w stanie zorganizować nawet bojkotu imprez. Zawsze znajdzie się kolega, który „musi” zrobić zdjęcie. Nie ze strachu o pracę. Z chciwości – pokutuje myślenie – oni nie zrobią to ja zrobię. I zarobię. Bo wszyscy wezmą moje. Wezmą …z serwisu… a on zobaczy z tego tylko kasę „za temat” – w najlepszym razie.
    Do tego dochodzi lojalność redakcji – branie zdjęć z Wikipedii i tym podobnych bo za darmo. Oszczędzanie nawet tych 5 zł za online. I mówię o zdjęciach , które są w archiwach – tak jak np.fota J.Kaczyńskiego.
    Poszliśmy na przemiał. Mimo,że tak naprawdę gdyby nasi prezesi ,w ramach oszczędności kryzysowych, ścieli swoje pensje o 10-15% to nie byłoby potrzeby nikogo zwalniać.
    i to chyba tyle.
    S.

  21. Dodał(a) umbar dnia 2011-12-29 | Odpowiedz

    Chyba pozostaje tylko “robić swoje” dla agencji, a w wolnym czasie którego jest mało robić autorskie reportaże dla przyszłych pokoleń.

  22. Dodał(a) Basia Ostrowska dnia 2012-01-07 | Odpowiedz

    Ihateall – nic dodać, nic ująć.
    Co do zarobków – z mężem, który też pracuje dla agencji, tyle że nie foto ale ubezpieczeniowej, nieraz się śmialiśmy z różnic w naszych zarobkach – ja jechałam na temat, np stałam 5h pod prokuraturą czekając na jakiegoś oskarżonego, zimno, mokro, głodno i dostawałam za to 60zł a on jechał do klienta na pół godzinki po podpis pod polisą i dostawał za to np 300zł.

  23. Dodał(a) Basia Ostrowska dnia 2012-01-09 | Odpowiedz

    jeszcze taki urywek z gazety dla fotografów:
    Neil Burgess, former manager of Magnum, proclaimed : Photojournalism: time of death 11.12. GMT 1st August 2010″
    także nie tylko my tu w Polsce płaczemy ;)

  24. Dodał(a) pascalalter dnia 2012-02-10 | Odpowiedz

    Cytuję
    Pracowaliśmy w warunkach urągających godności pracownika. Jak inaczej nazwać sytuację gdy dziennikarz ma zapewniony hotel a fotoreporter musi albo obrócić w te i we wte ( czasem ładne kilkaset kilometrów) lub spać w samochodzie w imię oszczędzania ?
    ..
    Trudne do uwierzenia – jeśli to fakt.

  25. Dodał(a) ihateall dnia 2012-05-04 | Odpowiedz

    pascalalter -wiem trudnouwierzyć ale mówię na własnym przykładzie…nie na zasadzie słyszałem od kolega kolegi, którego kolega.

  26. Dodał(a) ihateall dnia 2012-05-04 | Odpowiedz

    A tak swoją drogą po fali oburzenia jaką wywołało zwolnienie fotoreporterów czyż po 4 miesiącach rynek nie zweryfikował się sam?
    Przeglądam tytuły, z których zwalniali i nadal widzę te same nazwiska fotografujących- i nie chodzi tu o foty z archiwum tylko o bieżące tematy. Jak dla mnie czas zgasić światło. Pokazaliśmy,że mimo zwolnień nadal będziemy wykonywać ta sama pracę ,którą wykonywaliśmy na etatach. I przyjmiemy na klatę kolejne koszty jej wykonywania. Czyż nie o to chodziło tym co zwalniali?
    Krzyczymy ,piszemy do premiera…a z drugiej strony dajemy dupy na boku. Jeśli raz pokazaliśmy,że zgodzimy się na takie traktowanie i pracę za przysłowiową miskę ryżu to teraz konia z rzędem temu kto przekona prezesów,że jest sens płacić więcej.
    Myślę,że test wypadł po ich myśli. Teraz pozostaje czekać na kolejne zwolnienia.
    Zawód fotoreportera właśnie umarł w Polsce*. Pozostaje nam tylko przygotować symboliczny pogrzeb.
    Sytuacja pokazała jak jesteśmy zjednoczeni i jaką stanowimy siłę.['] ['] [']
    *bycie fotoreporterem to nie tylko zawód to pasja. I to pasja ,której tak naprawdę nie da się pogodzić z inną pracą (- spadł samolot? teraz nie pojadę ślub robię. -wykoleił się pociąg?- sorka ale mam dyżur w bibliotece.- pojechać na tydzień?nie wiem czy dostanę urlop w sklepie)

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz.