“Afro – Warszawa” Jacka Łagowskiego

2011-11-15

“Afro – Warszawa” – wystawa fotografii Jacka Łagowskiego. Wernisaż odbędzie się 18.11.11 w Domu Spotkań z Historią /ul. Karowa 20, Warszawa/ o godzinie 19. Wystawa będzie połączona z bezpłatną promocją albumu oraz koncertem afrykańskiej grupy Djembe All Stars. Wstęp wolny.

Miłosz Poloch – Zamknięte Oczy

2011-11-14

Jeżeli nie jesteś zdolny widzieć więcej ponadto co widzialne, nie możesz zobaczyć niczego – Ruth Bernhard

Kto jeszcze pamięta czasy fotografii analogowej? Aparat, wraz z założonym filmem, potrafił zmienić rzeczywistość. Stawał się magicznym przedmiotem. To za jego sprawą zastygaliśmy w pełnej zachwytów pozie, albo bywało zupełnie inaczej… no właśnie, skupmy się na wariancie alternatywnym.

Wszystkie nieudane, głupie zdjęcia. Wywołujące spontaniczne napady śmiechu lub grymas złośliwego politowania. Źle ułożone włosy, potargana przez wiatr odzież odsłaniająca to, czego nie powinno być widać, i w końcu zamknięte oczy. Zazwyczaj przez przypadek, pod wpływem emocji lub w reakcji na błysk lampy. Oo, fajnie wyszedłem, ale miałem zamknięte oczy!

W dobie fotografii cyfrowej to żaden problem. Powtarzamy zdjęcie natychmiast. Do woli, do nasycenia. Nie musimy obawiać się, że piękna sceneria czy radosne chwile zostaną zepsute przez naszą nieoczekiwaną reakcję. Ale co się dzieje ze światem za zamkniętymi oczami?

Jak wygląda relacja fotografowanego z fotografującym kiedy „obiekt” zamknie oczy? Przecież podczas aktu fotografii zazwyczaj z uporem spoglądamy w obiektyw, choć mistrz w tej dziedzinie Henri Cartier-Bresson zalecał tak długo oswajać bohaterów, aby w końcu przestali zauważać obecność aparatu. To bardzo trudna sztuka. Przecież na co dzień każdy woła: „patrz się w obiektyw”, a my staramy się zapanować nad naszym ciałem do bólu, aby wyjść na zdjęciu tak, jak sobie tego życzymy.

Miłosz Poloch postawił wszystko na głowie. Wychodząc od dobrze znanego przypadku starego zdjęcia, na którym oczy się zamknęły i wszystko się zmieniło, spróbował odtworzyć analogowy świat doznań. I tak powstała ta nadzwyczajna kolekcja portretów ludzi, którzy zamknęli oczy i dali się sfotografować. Ciekawie studiuje się twarze pojawiające się w tym korowodzie. Widać emocje, niepewność, ale też i dobrą zabawę, przewrotny uśmiech lub dalekie wspomnienie dzieciństwa. To zdjęcia-zagadki, rzucające inne światło na relacje obiekt-fotograf.

Co ciekawe, autor pokazuje wizerunki osób znanych, popularnych obok zwykłych, anonimowych dla odbiorcy ludzi. Każdy ma takie samo prawo do bycia bohaterem ujęcia i skupiania na sobie uwagi.

Tu – z zamkniętymi oczami – bez specjalnych charakteryzacji i starań – wyglądamy wszyscy tak samo: bezbronni, czasem smutni, ale nie pozbawieni ludzkiego ciepła.

Jak to jest? Zawsze możemy się o tym przekonać – robiąc sobie zdjęcie z zamkniętymi oczami.

Bez komentarza

2011-11-11

Źródło: TVP Info

Jak nas piszą, tak nas widzą

2011-11-08

Niedawno w Polsce doszło do historycznego wydarzenia: wszystkie tytuły dzienników ogólnopolskich i niektóre regionalne na okładkach opublikowały to samo, krajowe zdjęcie z  awaryjnego lądowania na Okęciu, autorstwa Wojtka Radwańskiego zrobione dla AFP.

Wydarzenie było ważne i tak niespotykane, że aż branżowy Press opublikował tekst “Dzienniki dały na czołówki identyczne zdjęcia“. Tematem niestety nie było to, że ktoś zrobił klatkę, którą każdy chciał opublikować na froncie. Okładka przecież, jak opakowanie, zachęca do kupienia tej, czy innej gazety. Informację o autorze pominięto zupełnie, bo jak tłumaczył Press w fejsbukowej dyskusji*: „W artykule nie wymieniliśmy autora fotografii, bo nie wszystkie gazety podpisały zdjęcia na swoich jedynkach.” Od razu skoczyło mi ciśnienie: Największe tytuły prasowe w Polsce łamią ustawę o prawach autorskich! I to Pressa nie interesuje?! Zamiast o kluczowej sprawie dla fotoreporterów, czytam tekst „jak doszło do tego, że gazety mają to samo zdjęcie na okładkach i czy to im nie przeszkadza? Gdy napisałam pół tego tekstu i chciałam oskarżyć redakcje o łamanie prawa, postanowiłam sprawdzić informacje Pressa i ustalić, które to redakcje złamały prawo. Dziennik Gazeta Prawna, Gazeta Wyborcza, Rzeczpospolita, Gazeta Krakowska podpisały zdjęcie imieniem i nazwiskiem autora oraz źródłem pochodzenia. Fakt i Super Ekspress wysilili się tylko do umieszczenia źródła pochodzenia zdjęcia AFP i EAST NEWS i jedynym tytułem gdzie nie widać informacji o autorze zdjęcia ani źródle pochodzenia jest Gazeta Olsztyńska (mam nadzieję, że dostaną fakturę właściwie przemnożoną za naruszenie prawa)

Press chyba nie szanuje fotoreporterów. Przy takiej statystyce tylko osoba niechętna lub niezainteresowana mogła nie wiedzieć, kto jest autorem zdjęcia.

Niestety redakcje Faktu i Super Expressu (w przypadku zdjęcia okładkowego z 2 listopada) nie rozumieją zapisu Art.16 pkt.2 Prawa Autorskiego i Praw Pokrewnych o prawie autora do podpisania jego utworu imieniem i nazwiskiem. Niestety wielu redakcjom (wszystkich nie tylko dzienników) zdarza się to na co dzień. Chciałabym by wszyscy redaktorzy odpowiedzialni za „robienie” gazet i portali informacyjnych wyobrazili sobie, że zamiast nazwisk autorów tekstów będą nazwy firm dla których pracują. W rubryce redaktor naczelny będzie Fakt lub SE. Artykuły będą pisać Wyborcze, Rzeczpospolite, Wprosty i PAPy. Tak jak w redaktorów, fotoedytorów i wydawców mniemaniu zdjęcia robi PAP, FORUM, EAST NEWS lub REUTERS i inne. Wierszówkę trudno będzie policzyć bo właściwie jeden Superak niczym nie będzie się różnił od drugiego Superaka przy pierwszym spojrzeniu. Po roku czytelnicy zapomną kim był Grzegorz Jankowski (red. nacz. Faktu) czy Sławomir Jastrzębowski (red. nacz. SE). Wszystko będzie dziełem tytułu X lub Y, autorzy przestaną istnieć. Gazetę zrobi gazeta, tak jak według odpowiedzialnych za edytowanie gazet, zdjęcia robią agencje lub banki zdjęć. Bardziej szanuje się pośrednika czy właściciela praw majątkowych niż rzeczywistego wykonawcę zdjęcia.

Dlaczego poszkodowani fotografowie nie upominają się o swoje. Dlaczego pośrednicy nie bronią praw swoich autorów, w końcu to z procentu ich pracy żyją? Dlaczego redakcje łamią prawo?

Mój rozum mówi mi tak. Zdjęcie robi człowiek i on jest autorem, to dzięki niemu, pośrednik (agencja) ma co sprzedawać i ma swoją prowizję, a redakcja ma zdjęcia, by informować czytelników o wydarzeniu lub ilustrować swoje teksty. DLATEGO SZANUJCIE AUTORA PANIE I PANOWIE!

Ludojad

*w wyniku tej dyskusji zrobiono podpis pod ilustracja tekstu

Futbol z elementami siatkówki

2011-11-04

Grzegorz Celejewski /Agencja Gazeta/ – komputer nosi w siatce.

fot. Przemek Charatynowicz / Pressfocus

IV Ogólnopolski Festiwal Fotografii Otworkowej OFFO 2011

2011-11-04

OFFO 2011 to już czwarta edycja Ogólnopolskiego Festiwalu Fotografii Otworkowej. Cały listopad 2011 r., niemalże cały Górny Śląsk żył będzie sztuką fotografii otworkowej, w 42 górnośląskich galeriach będzie można zobaczyć wystawy festiwalowe IV OFFO. W tegorocznej edycji Festiwalu bierze udział 22 autorów zagranicznych i 45 polskich oraz 4 grupy twórcze. Wystawom towarzyszyć będą pokazy filmów otworkowych, multimediów, prelekcje, pokazy oraz elektroniczny katalog, który umożliwi zapoznanie się z pracami wszystkich prezentowanych twórców, a także z tekstami teoretycznymi dotyczącymi fotografii otworkowej. Szczegóły znajdziecie na www.offo4.dl.pl

fot. Jakub Kaszuba

Wystawa BZWBK Press Foto 2011 w Gdańsku

2011-10-26

W dniach 28.10-13.11.2011 Gmachu Głównym Politechniki Gdańskiej zagości wystawa zdjęć nagrodzonych w tegorocznym konkursie BZ WBK Press Foto.

fot. Jacek Szydłowski

Festiwal Fotodokumentu w Poznaniu

2011-10-22

Poznański Festiwal Fotodokumentu odbędzie się 5-6 listopada. W programie znajdą się: międzynarodowa wystawa „Rosja/Polska” oraz pokazy multimediów. Szczegóły pod linkiem

fot. Igor Mukhin

Konkurs fotograficzny MSZ “Rozwój w Obiektywie”

2011-10-10

Tematyką konkursu są wyzwania rozwojowe stojące przed krajami ubogimi
i przechodzącymi transformację ustrojową. Zgłaszane do konkursu fotografie powinny prezentować życie codzienne, kulturę oraz problemy, jakie muszą przezwyciężać mieszkańcy krajów słabiej rozwiniętych – biorców Oficjalnej Pomocy Rozwojowej (ODA), zgodnie z klasyfikacją Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD).

Pula nagród to 10 000 euro. Termin nadsyłania prac – 1 listopada 2011

Szczegóły na stronie www.photo2011.eu

Dwa razy Agnieszka Rayss

2011-10-06

10 października o godz. 18.00 odbędzie się czwarte spotkanie w ramach projektu “Warszawskie spotkania z fotografią dokumentalną”.  Gościem klubokawiarni Chłodna 25 będzie Agnieszka Rayss z kolektywu fotograficznego Sputnik Photos.

Odmieńcy, dzikusy i normalni – kim jest inny? Fotografia dokumentalna od Diane Arbus do polskich nowych dokumentalistów. To będzie tematem spotkania z udziałem Agnieszki Rayss. Moderatorem będzie Andrzej Zygmuntowicz – szef Rady Artystycznej ZPAF i Akademii fotoreportażu, w ramach projektu “Warszawskie spotkania z fotografią dokumentalną”. To cykl 6 spotkań z wybitnymi polskimi fotoreporterami, realizowany przez Fundację na rzecz Rozwoju Szkolnictwa Dziennikarskiego, działającą przy Instytucie Dziennikarstwa UW.

Dotychczas w ramach projektu odbyły się spotkania z Filipem Ćwikiem, Maćkiem Nabrdalikiem i Maćkiem Jeziorkiem. Na wszystkie spotkania jest wstęp wolny. Realizacja projektu jest możliwa dzięki dofinansowaniu m. st. Warszawy w ramach projektu “Warszawskie spotkania z fotografią dokumentalną – człowiek zanurzony w rzeczywistości”.

Trzy dni później rusza wystawa Agnieszki Rayss “American Dream”, którą będzie można oglądać do 20 listopada w Galeria Wysokich Napięć, SWPS w Warszawie, ul. Chodakowska 19/31.

Projekt, realizowany w Polsce, Czechach, na Słowacji, Ukrainie, Węgrzech przy wsparciu Funduszu Wyszehradzkiego

Z noty nadesłanej przez organizatorów:

Od Węgier po Ukrainę, wszędzie, gdzie Agnieszka Rayss realizowała zdjęcia, „w większości” – mówi –  „to były miłe dziewczyny, które chciały ładnie wyglądać. Trafiłam na nastolatki, z którymi trudno było wytrzymać, ale naprawdę niewiele razy”.

Czyli zwyczajne dziewczyny w zwyczajnie skomercjalizowanym społeczeństwie. Rozdrobnione, rozdzielone na części – zwłaszcza te ponętne części ciała, półnagie nawet, jeśli ubrane, wypatrujące uznania albo sukcesu za światłami marnych ramp, w śmiesznych korytarzach, ciasnych mieszkaniach… „Nauka jest najważniejsza” – powtarzały fotografce, ale widziała ona i jej obiektyw, że zaistnienie na wybiegu było dla nich STRASZNIE ważne. Poddane od dzieciństwa presji mody, reklam i lśniących okładek, rzadziej przejawiają dystans, z jakim do tego mamiącego świata podchodziło pokolenie dziewcząt, wchodzących w dorosłość, gdy kapitalizm w całym byłym Bloku Wschodnim dopiero raczkował. Wtedy chodziło raczej o to, żeby spróbować na tym trochę dorobić i zdoby parę fajnych swoich zdjęć, tak przy okazji. Żeby sprawdzić się w innej roli niż w tej, do której się człowiek przygotowywał. (Piszę z autopsji, jestem z tego pokolenia.)

Na zdjęciach Agnieszki Rayss widać dziewczyny i dziewczynki przede wszystkim SZUKAJĄCE aprobaty swego wyglądu. One nie przygotowują się do żadnej innej roli. Mają gotowe odpowiedzi na użytek publiczny – jak o tym, że nauka jest najważniejsza. Gdzieś prywatnie potrafią fotografce powiedzieć: „eliminacje, wysłuchiwanie tych wszystkich ocen jest okropne”. Lecz wkładają całą cierpliwość, by temu sprostać.

Na zdjęciach Agnieszki Rayss widać dziewczyny i dziewczynki przede wszystkim SZUKAJĄCE aprobaty swego wyglądu. One nie przygotowują się do żadnej innej roli. Mają gotowe odpowiedzi na użytek publiczny – jak o tym, że nauka jest najważniejsza. Gdzieś prywatnie potrafią fotografce powiedzieć: „eliminacje, wysłuchiwanie tych wszystkich ocen jest okropne”. Lecz wkładają całą cierpliwość, by temu sprostać.

Rayss lubi sfotografowane dziewczyny, nie robi im obiektywem krzywdy. Pozostając z boku, zauważa lojalnie: „mój świat nie różni się wiele od ich świata. Biorę udział w niezliczonej ilości konkursów”. Dodaje jednak: „czasem zastanawiam się, po co?”.

Jej bohaterki nie pytają.

Już kilka lat temu Benjamin Barber, socjolog amerykański, pisał o etosie infantylizmu, który kształtuje zachowanie naszego radykalnie konsumenckiego społeczeństwa z równie wielką siłą, jak ´etyka protestancka´ (aprobata dla pomnażania majątku przez pracowitość i oszczędność), kształtowała kulturę społeczeństwa kapitalistycznego w jego wczesnej, produkcyjnej fazie. Rayss zamierzała zdokumentować masowe zjawisko ulegania amerykańskiemu marzeniu o pięknie, sławie i pieniądzach w czasach rozpędzającego się kapitalizmu i w kontraście do szarzyzny minionego socjalizmu. Udało jej się coś więcej. Po pierwsze – pokazała, jak doskonale to amerykańskie marzenie globalizuje dziewczęta w byłym Bloku Wschodnim i jak niewidoczne stają się różnice narodowościowe podczas wysiłków, by to marzenie zrealizować. Po drugie – uwodząc formą i tematem Rayss przedstawiła niepokojąco bliźniaczy w stosunku do zachodnio-europejskiego fenomen postaw społecznych młodych generacji. Wyglądać – oto jest wyzwanie. Co dalej? Mieć, żeby wyglądać, to chyba jasne.

Agnieszka Rayss pokazuje, jak łatwo w całej naszej postsocjalistycznej przestrzeni i epoce szerzy się skrajnie infantylna postawa społeczna, która według wielu komentatorów doprowadziła do sierpniowych zamieszek w Londynie.

Gdyby miał być tu tytuł, byłby niecenzuralny.

2011-10-02

Długo się zastanawialiśmy jak skomentować powyższe zdjęcie, do którego link chodzi już od kilku dni wśród branżowców. Opublikował je portal Gazeta.pl w relacji fotograficznej z pogrzebu Janusza Morgensterna autorstwa Wojciecha Surdziela. Mimo, że przedstawia parę prezydencką, bardziej zwraca uwagę co innego, a właściwie kto inny.

Nasz komentarz będzie taki: Panowie z aparatami! /bez względu na to, czy jesteście fotoreporterami, czy tylko posiadaczami aparatów/. Mamy nadzieję, że jeśli jeszcze kiedykolwiek pojawicie się tak ubrani w podobnych okolicznościach, znajdzie się ktoś, kto Was złapie za chabety, wywali na zbity pysk i da jeszcze po kopie w dupę.

Amen.

P.S. Powyższa uwaga dotyczy wszystkich, którzy tam byli, ubrani w podobnie szykowne, bajecznie kolorowe, sportowe lub piknikowe fatałaszki. Panowie ze zdjęcia mieli niefart, bo się na nim znaleźli. I nie jest wytłumaczeniem to, że ktoś przyszedł do pracy ubrany w taki sposób i się dowiedział nagle, że musi iść na pogrzeb.

LukG

Maciek Nabrdalik członkiem agencji VII

2011-10-01

Miło nam zakomunikować, że od kilku dni polski fotoreporter Maciek Nabrdalik  /na zdjęciu pierwszy z prawej/  jest członkiem agencji VII. Fakt ten jest tym bardziej radosny, że jak dotąd niewielu Polaków przebiło się do uznanych światowych agencji. Serdecznie gratulujemy!

P.S. Miejmy nadzieję, że to dobra prognoza… Do zdobycia  zostało jeszcze Magnum… :)

fot. Michał Tuliński/Forum