Esilos – nowoczesna fotoprzestrzeń dla Ciebie

2012-01-23

***Artykuł reklamowy***


Sytuacja w branży fotoreporterskiej w Polsce jest coraz trudniejsza.  Gazety oszczędzają i tną koszty, zwalniają fotoedytorów, płacą coraz niższe stawki za zdjęcia. Z drugiej strony – wciąż wzrasta zainteresowanie zdjęciami, bo dzisiaj każdy materiał musi być zilustrowany, dopiero wtedy jest atrakcyjny. Liczy się obraz – i to nie tylko w mediach, papierowych czy elektronicznych, ale też coraz częściej w biznesie oraz instytucjach publicznych. Jednocześnie i autorzy zdjęć, i osoby zainteresowane ich kupnem mają problem ze skontaktowaniem się ze sobą, zaprezentowaniem swojej oferty i zawarciem transakcji.
Właśnie w takim momencie – chaosu, niepewności, dużych zmian w branży – na rynku pojawia się zupełnie nowy produkt – Esilos. Ta wielofunkcyjna, fotograficzna platforma transakcyjna pozwala w ciągu zaledwie pięciu minut udostępnić, znaleźć, kupić i sprzedać każde potrzebne zdjęcie. Esilos w prosty sposób łączy ludzi obrazu. Dzięki niemu można łatwo zarządzać swoimi fotografiami, opisywać je i udostępniać swoim klientom.
- Dajemy przestrzeń, ułatwiamy nawiązywanie kontaktów i umożliwiamy zgodny z prawem obrót zdjęciami – podkreśla Adam Tuchliński, współtwórca platformy Esilos, który wcześniej sam był fotoreporterem. Na własnej skórze poznał bolączki tej pracy, dlatego postanowił znaleźć rozwiązanie, które zdejmie z fotoreporterów większość ich problemów – tak, by mogli myśleć o zdjęciach, a nie o tym, jak je uporządkować i sprzedać. – Testuję Esilos na sobie, udoskonalamy go na bieżąco dzięki wskazówkom użytkowników. Co ważne, nie pobieramy żadnych prowizji za transakcje sprzedaży zawarte na naszej platformie. Cenę zdjęcia autor sam ustala z kupującym. My zdecydowaliśmy się jedynie na pobieranie abonamentu za udostępniane przez nas miejsce i usługi.
Esilos to przede wszystkim przestrzeń, którą uzyskuje każdy użytkownik platformy –  przestrzeń w pełni zorganizowana, wyposażona we wszelką niezbędną infrastrukturę, z zapewnioną całodobową ochroną.
- To naprawdę komfortowe rozwiązanie  – przekonuje Jacek Szafader, współtwórca Esilos. – Udostępniamy użytkownikom narzędzie informatyczne, które umożliwia bezproblemowe prowadzenie biznesu związanego z fotografią. Czy chcesz zbudować autorską, artystyczną galerię zdjęć czy fotograficzny supermarket, to zależy wyłącznie od Ciebie. Nas interesuje wyłącznie Twoje bezpieczeństwo, niezależność, komfort oraz umożliwienie realizowania Ci własnych planów.
Aby zostać użytkownikiem Esilos, trzeba  otrzymać zaproszenie. Wystarczy na stronie podać swój email, my prześlemy odpowiedni link. Zapraszamy!

Aleksander Jałosiński w DSH

2012-01-21

25 stycznia 2012 o godz. 18.00 odbędzie się spotkanie i wernisaż wystawy jednego z ważniejszych dokumentalistów Polski, Aleksandra Jałosińskiego. Wystawa prezentuje 50-cio letni dorobek autora. Organizatorem wystawy jest Dom Spotkań z Historią i agencja Forum.

Wystawę można oglądać do 20 maja.

DSH ul. Karowa 20, Warszawa

Jak zostać królem?

2012-01-16

Krzysztof Mystkowski / KFP. Podobno nie spadła.

fot. Łukasz Głowala

Bruce Gilden w Warszawie

2012-01-12

13 stycznia o godz. 18.00 przy ulicy Marszałkowskiej 3/5 odbędzie się spotkanie autorskie członka agencji Magnum Bruce’a Gildena. Organizatorem spotkania i późniejszych warsztatów jest fundacja .DOC

Bruce Gilden /ur. 1946, Nowy Jork/
Wychował się na Brooklynie. Uczęszczał do Penn State University, gdzie przez pewien czas studiował socjologię. W 1968 roku, po obejrzeniu filmu Michelangelo Antonioniego Powiększenie, kupił swój pierwszy aparat. Pomimo że uczęszczał na wieczorowy kurs do School of Visual Arts w Nowym Jorku, praktycznie jest fotograficznym samoukiem.
Jako dziecko Gilden spędzał godziny w oknie sypialni, obserwując ulicę przebiegającą pod jego oknami. Jego fascynacje życiem ulicznym doprowadziły go do pierwszych długoterminowych prywatnych projektów fotograficznych, które realizuje od 1981 roku, m.in. na Coney Island, podczas Mardi Gras w Nowym Orleanie. Swoje zdjęcia publikuje w albumach autorskich: „A Beautiful Catastrophe” 2005, „Coney Island” 2002, „Facing New York” 1992.
Gilden, który wykonywał projekty fotograficzne w takich miejscach jak Nowy Jork, Haiti, Francja, Irlandia, Indie czy Japonia. Zaczął wystawiać swoje zdjęcia w 1971 i do tej pory wystawiane one były w wielu miejscach na świecie. Mocne, dynamiczne formy są charakterystycznymi cechami jego zdjęć.
Gilden otrzymał wiele nagród za swoją pracę, wliczając w to trzy nagrody National Endowment for the Arts (1980, 1984 i 1992), Villa Medicis Hors les Murs (1995), New York State Foundation for the Arts Grant (1979, 1992 i 2000), European Award for Photography (1996) oraz Japan Foundation Fellowship (1999).
Bruce Gilden w 1998 roku dołączył do prestiżowej Agencji Magnum. Mieszka i pracuje w Nowym Jorku.

Ruszyła ósma edycja BZ WBK Press Foto

2012-01-09

Zgłoszenia do 3 lutego możecie wysyłać w kategoriach: Wydarzenie, Społeczeństwo, Cywilizacja, Portret, Sport, Kultura i sztuka, Środowisko naturalne, Foto+ lub fotografia kreatywna, Fotokast.

W jury zasiądą:

Anna Brzezińska-Skarżyńska, Wojciech Druszcz, Zbigniew Furman, Waldemar Kompała i Czarek Sokołowski.

Więcej informacji na stronie konkursu

Powodzenia

Z Nowym Rokiem…

2012-01-08

…nowym krokiem!

fot. Grzegorz Kozakiewicz / Forum

Wypijmy za błędy

2012-01-01

Maciek Jeziorek z Varanasi dla FOTOREPOTERÓW.NET:

Ostatnio wszystko zdycha. Padają działy foto. Tylko patrzeć jak dokończą żywota od dawna śmierdzące trupem redakcje.
Hura, hura! Nareszcie!
Dla tych, którym jeszcze się chce, wspaniale!
Przez ostatnie lata, chyba tylko niektórym  fotoreporterom i fotoedytorom zależało na jakości i rzetelności fotografii prasowej. W tym czasie, niedorozwinięci wizualnie redaktorzy i wydawcy na coraz większą skalę  zapełniali strony stockowymi ilustracjami i pakszotami różnej maści celebrytów. Jak by było tego mało, po mieście, jacyś ludzie z legitymacjami prasowymi zaczęli biegać krzycząc  na targeta: „Do mnie! Do mnie!”.
Pomieszanie z poplątaniem.
W końcu rodzi się szansa by od nowa sensownie wszystko poukładać.
Oczywiście nie będzie łatwo. Trzeba przypomnieć sobie, na czym polega praca fotoreportera czy fotografa dokumentalisty. Trzeba poszukać nowych form kontaktu z coraz bardziej opatrzonym odbiorcą. Trzeba nauczyć się szukania innych niż dotychczas źródeł finansowania.
Na pewno trzeba dać sobie spokój z agencjami i redakcjami sprowadzającymi zdjęcia reporterskie do poziomu ilustracji. Na każdy temat i za pięć złotych.
Nie pozostaje nic innego jak bunt w imię fotografii! I wypicie ćwiartki nad grobem prasy.
Dla fotoreporterów, którzy wiedzą po co robią zdjęcia może być już tylko lepiej.
Zawsze w rezerwie pozostaje nam jeszcze rzemiosło. Świat się kurczy, więc dlaczego na przykład do takiego Varanasi nie przeprowadzić naszego  miśka z Krupówek? Sukces murowany!
A sukcesów, koleżeństwu i sobie w nowym roku serdecznie życzę!

Maciek Jeziorek

Prawdopodobnie były fotoreporter, prawdopodobnie upadłego niedawno, tutejszego dziennika, oferuje swoje usługi.” Varanasi 30.12.2011

fot. Maciej Jeziorek / Napo Images

Bez tytułu

2011-12-22

Wiele lat temu, gdy zaczynałem pracować, w jednym z tygodników trafiłem na dość spory artykuł ogólnie opowiadający o pracy fotoreporterów. Jako raczkującego dopiero w zawodzie napawał mnie optymizmem. Bohaterowie tekstu opowiadali, że w końcu nadszedł ten moment, kiedy fotografia prasowa stała się ważna, a czasy kiedy fotoreporter stał w redakcyjnej hierarchii niżej kierowcy minęły i już nie wrócą. Zanim zdążyliśmy się takim stanem rzeczy nacieszyć, przyszło nam walczyć o przetrwanie, myśląc o akcjach protestacyjnych i zakładając związki zawodowe. O przetrwanie muszą już walczyć wcale nie Ci, którzy okazali się niepotrzebni i zdecydowali się odejść, ale Ci, którzy jeszcze pracują.  O tym, ile ma kosztować fotografia, jakie zdjęcia są potrzebne, kto ma je robić i na jakich warunkach decydują ludzie, którzy gdyby robili w branży muzycznej, nie widzieliby różnicy między Mozartem a Jankiem Muzykantem.

Ci, którzy konstruują dzisiejsze umowy, określają warunki pracy fotoreporterów i ustalają cenniki, patrzą na naszą grupę zawodową jak na każdą inną, gdzie można znaleźć oszczędności. Nie wiem czy powinniśmy czuć się wyjątkowi. Ale wiem na pewno, że żeby poświęcić się tej pracy, trzeba ją co najmniej bardzo lubić i połączyć ją z pasją. Większość fotoreporterów to ludzie, którzy zajęli się tym co robią bo naprawdę chcieli. Dokonywali świadomego wyboru, bo to co uwielbiali mogło stać się ich sposobem na życie. Oprócz tego, że zarabiali w ten sposób, mieli frajdę z tego że dostarczali swoim redakcjom i agencjom dobre zdjęcia, godząc się często przez lata na kiepskie warunki zatrudnienia lub współpracy. Z całym szacunkiem dla innych zawodów – czy znajdziecie księgowego, który ma tyle chęci do liczenia co przeciętny zawodowy fotoreporter do fotografowania? Który kiedy już upora się z obowiązkami nakładanymi przez pracodawcę, swój czas wolny poświęci na liczenie, tak jak fotograf na zajmowanie się fotografią? Ilu przedstawicieli innych zawodów wykorzystuje swoje urlopy na pracę? Fotoreporterzy często, co nie przeszkadza im później na przekazanie swoim macierzystym tytułom materiałów robionych za własne pieniądze i w czasie wolnym. I są na tyle lojalni, że gdy ich zdjęcia zdobędą nagrody, oprócz swojego nazwiska wymieniają nazwę firmy dla której pracują, choć często nagrodzone fotografie nigdy nie były opublikowane.

Fotoreporter to coś więcej niż dostarczyciel obrazka i redakcyjny koszt. O tym, jak bardzo trzeba kochać tę robotę najlepiej chyba świadczy fakt, że przez ostatnie lata wszyscy uznaliśmy za standard to, że pracujemy swoim sprzętem, niszczymy ciuchy i buty fotografując powodzie, pracujemy na własnych komputerach, nie korzystamy z hoteli tylko jeździmy po nocach bo „redakcji nie stać”. Kiedyś, gdy usłyszałem pytanie, czy mój samochód jest służbowy, pomyślałem sobie, że tak. To jest bardzo służbowy samochód. W celach niezwiązanych z pracą nie jeżdżę nim prawie wcale. A jak rozmawiam ze zleceniodawcą o zwrotach kosztów dojazdu uznajemy, że liczymy tylko realne zużycie paliwa. I jeszcze najczęściej słucham narzekania, że moje auto nie jeździ na gaz. Ludzie pytający o nasz sprzęt często z niedowierzaniem słuchali, że to czym pracujemy jest prywatną własnością i nie jest ubezpieczone. A kiedy dowiadywali się, jakie są stawki pytali „to jak to się opłaca?”. No, średnio – odpowiadał wtedy często fotograf – ale ta praca to nie tylko pieniądze, tu chodzi o coś więcej…

Z wielu stron słychać, że fotografia prasowa stała się niepotrzebna. Niski poziom publikowanych zdjęć spowodowany kryterium cenowym sprawia, że rzeczywiście takich zdjęć już nikt nie chce oglądać. Kiedyś amatorzy fotografii przyglądali się z zainteresowaniem temu, co pojawiało się w gazetach i agencjach fotograficzny, żeby poznać dobrą fotografię i ewentualnie się czegoś nauczyć. Dziś mogą się podbudować tym, że sami są w stanie robić lepsze zdjęcia swoim telefonem lub aparatem kupionym w hipermarkecie niż te publikowane w najważniejszych tytułach prasy codziennej lub ich internetowych wydaniach. O tym, że kiedyś fotografia prasowa była nie tylko suchą rejestracją wydarzenia polegającą na tym żeby „wcelować i nacisnąć” ale bogatym w formę autorskim przekazem dawno już zapomniano, a wspomnienie o tym wywołuje co najwyżej śmiech. Tylko konkursy fotograficzne potrafią o tym jeszcze przypomnieć, ale zapewne już niedługo. I też nie wszystkie.

Fotoreporterzy, którzy zdecydowali się robić śluby mówią, że nowożeńcy – choć nie są często fachowcami od fotografii, potrafią bardziej docenić ich pracę niż wydawcy. I jeszcze godziwie zapłacić bez marudzenia, bo lepiej niż wydawcy widzą różnicę pomiędzy fotografem tanim a tym z wyższej półki. Jeden z moich kolegów, po odebraniu prestiżowej nagrody w jednym z konkursów, nie miał czasu napić się nawet piwa, bo musiał lecieć “obrobić” ślub.

Dziś ekskluzywność materiału fotograficznego polega na tym, żeby zarejestrować moment, kiedy  znanej społeczeństwu gwieździe wypadł cycek podczas tańca albo innej złamał się obcas. Przydatność i wartość fotografii oceniają ludzie, którzy oglądając Wenus z Milo widzieliby tylko gołą babę bez rąk. Niskie wyceny tłumaczą uwarunkowaniami rynkowymi, jednocześnie narzekając na ten właśnie rynek, który sami tworzą i na wyścigi obniżają wartość “towaru”, którym dysponują i handlują.  Jeśli fotografia jest tak kiepskim biznesem, dlaczego nie zaczną w takim razie handlować czymś innym? Gdyby przyszedł do nich James Nachtwey, nie poświęciliby nawet pięciu minut na obejrzenie jego zdjęć, bo nie są kolorowe i nie ma “znanych ryjów”.

Fotografowie przestają dyskutować o tym, czy zdjęcie jest dobre czy nie, o etyce zawodowej i tego typu „dyrdymałach”. Jedynym tematem, który dziś jest poruszany to kto i jak bardzo chce nas „wydymać” i ile się bierze za zdjęcia ślubne. Młodzi, którzy przychodzą do redakcji i agencji i chcą robić zdjęcia, zanim zdążą się czegoś nauczyć wpadaj w długi, a uczyć ich nie ma kto. Ci, którzy mogliby być autorytetami, odchodzą z zawodu i w wieku „średnim” postanawiają się przebranżowić. Nic później dziwnego, że na pogrzebie Janusza Morgensterna pojawiają się fotografowie ubrani jak na plażę i nie zauważają w swoim zachowaniu nic  niestosownego. Najwyraźniej zatrudniający ich też nie widzą w tym nic złego, ważne jest tylko to, żeby dostarczyli zdjęcia, które będą się dobrze „klikać” w internecie, po 5 zł sztuka. Podczas wizyty Dalajlamy w Gdańsku jeden z właścicieli dużej agencji instruował swojego świeżego współpracownika: „rób całą postać, główkę i półpasiec i niech patrzy w obiektyw”. Takie przygotowanie wystarczyło, żeby zawiesić mu na szyi identyfikator z napisem „media / fotoreporter”.

Szanowni specjaliści od oszczędności i rachunków –może zabrzmi to patetycznie – ale  zabiliście fotografię prasową. Spowodowaliście, że nikomu już się nie będzie chciało. Liczycie zdjęcia „na sztuki”, nie przyjmując do wiadomości, że nie wszystko da się tak przeliczyć. Nie macie szacunku nie tylko do tych, którzy zdjęcia robią, ale również do odbiorców. Po co fotograf ma się starać i robić zdjęcie, które będzie ozdobą periodyków wydawanych przez firmy dla których pracujecie, skoro w momencie dostarczenia tej fotografii wydawcy przestaje mieć do niej jakiekolwiek prawa? Jak ma się pochwalić dobrą publikacją, skoro pokazanie swojego nawet genialnego zdjęcia kupionego z agencji równać się będzie powiedzeniu światu „patrzcie, jakie świetne zdjęcie, jestem jego autorem, nie dostanę za nie pieniędzy”? Jak ma się starać ten, który rezygnował dotychczas z ubezpieczeń emerytalnych, bo liczył na to, że jego archiwum jest zabezpieczeniem na starość? I jak się ma czuć  ten, któremu za zdjęcie publikowane w Internecie macie czelność zaproponować 5 lub 10 zł? Powiem Wam – czuje się okradziony i nie ma już motywacji do pracy.

Wesołych Świąt!

Łukasz Głowala

Złe wiadomości

2011-12-21

To, co wczoraj jeszcze wydawało się być nieco niewiarygodne, okazuje się faktem. Możemy już chyba śmiało mówić o kryzysie w branży, jakiego jeszcze do tej pory nie znaliśmy. Poniżej trochę faktów, które postanowiliśmy uporządkować:

O tym, że w Rzeczpospolitej zwolnienia dotknęły większość fotografów i pracowników działu foto, pierwszy na swoim blogu poinformował wczoraj Krzysztof Skłodowski, współpracujący do tej pory z agencją FOTORZEPA. Nieoficjalnie mówi się, że sprzedażą wtórną zasobów fotograficznych zajmie się zewnętrzna agencja.

Coraz bardziej nerwową atmosferę odczuwają fotoreporterzy współpracujący z Gazetą Wyborczą. Na początku grudnia przedstawiono im propozycję nowych umów, których podpisanie warunkuje dalszą współpracę. Z fragmentów opublikowanych w różnych miejscach w sieci /między innymi na stronie Klubu Fotografii Prasowej/ wynika, że fotoreporterzy na mocy tych dokumentów mieliby się zrzec praw majątkowych do swojego archiwum oraz zdjęć, które wykonywaliby na bieżąco. Wydawca nie ma obowiązku rozliczania się z fotografem w przypadku wykorzystania fotografii jego autorstwa później i ma pełną swobodę w dysponowaniu materiałem przekazanym przez autora.

Plotki o tym, że wydawnictwo Agora S.A. poszukuje nowych współpracowników, znalazły potwierdzenie – w internetowym portalu gazetapraca.pl pojawiły się oferty współpracy z GW w Zielonej Górze i Gorzowie Wielkopolskim. Spółka szuka współpracowników – fotoreporterów z własnym aparatem, oferując pracę na podstawie umowy zlecenia. Wcześniej ogłoszono konkurs adresowany do studentów łódzkiej “Filmówki”, w którym nagrodą była możliwość współpracy z GW. Sprawa została nagłośniona i była szeroko dyskutowana m.in. na profilu NSZZ Solidarność pracowników spółki Agora, do sprawy odniósł się również pracujący dla GW Filip Klimaszewski w swoim liście. Firmujący konkurs Krzysztof Miller, wycofał się z jego koordynowania.

Jednocześnie fotoreporterzy zawodowi skupieni na internetowych forach dyskusyjnych mówią “dość” śmiesznym wycenom za zdjęcia publikowane w internecie. Dyskutowane jest wprowadzenie przez wielu autorów zakazu publikacji internetowych ich utworów lub ustalenie ceny minimalnej na przyzwoitym poziomie. Obecnie stawki za publikacje internetowe zazwyczaj oscylują pomiędzy 4 a 12 zł.  Sprawa dyskutowana jest gorąco na grupie  zawiązanej na portalu społecznościowym Facebook. Do grupy dołącza coraz więcej zawodowych fotografów prasowych.

Więcej:
“Rzeczpospolita i Agora likwidują działy fotograficzne ?” na FOTOBLOGIA.PL

Donat Brykczyński o sytuacji fotoreporterów w rozmowie radiowej – Radio WNET

“Konkurs” z “nagrodą”

2011-12-19

Kilka dni temu Dział Promocji łódzkiej Szkoły Filmowej rozesłał do studentów fotografii email o “konkursie”. Oto jego treść:

“Ma to być autorski wybór Krzysztofa Millera dla G/W .
Nagroda to publikacja i możliwość podjęcia rozmowy o stałej współpracy z Gazetą Wyborczą. Termin do 20 grudnia.
Nie ma kategorii. Jedziemy od fotografii kreacyjnej, studyjnej
po eksperyment, dokument i reportaż. Zdjęcia wysyłamy na email: [...]”

W świetle nieciekawej sytuacji fotoreporterów Gazety Wyborczej w związku z przedstawieniem im propozycji nowych umów, komunikat o tym “konkursie” wzbudził wiele kontrowersji i jest powodem wielu dyskusji w internecie, m.in na facebookowych profilach łódzkiej “Filmówki” oraz NSZZ Solidarność pracowników spółki Agora.

Poniżej tekst zamieszczony w kilku miejscach w sieci, autorstwa Filipa Klimaszewskiego:

Drogie fotografki, drodzy fotografowie!
Jako absolwent tej uczelni i fotograf gw na wylocie muszę zareagować na ogłoszenie castingu GW. Nie mogę nikomu zakazać udziału, nie mogę prosić o usunięcie ogłoszenia. Jedyne co mogę zrobić to naświetlić sytuację “działu foto” GW, obecną sytuację fotografów GW i sytuację fotografii w GW. Mogę was przestrzec.
Wszyscy fotografowie GW zostali zwolnieni. Etatowcy jak i współpracownicy dostali propozycję dalszej współpracy, która wiąże się z podpisaniem nowej umowy(http://www.klubfotografiiprasowej.pl/aktualnosci/1/538 ), której najbardziej kontrowersyjny
punktem jest zrzeczenie się wszystkich praw majątkowych do zdjęć będących w archiwum ( czyli już nigdy nie dostaniesz pieniędzy za jakąkolwiek publikacje. Czy to “główka” czy reklama na bilbordzie, czy w ramach wydawnictwa Agora czy w innym wydawnictwie. ) Nie podpisanie umowy oznacza
koniec współpracy z GW. Szantaż? Strzał w kolano? Spotkało to wszystkich – od tych którzy są w GW od zawsze i tych fotografujących od niedawna. Casting ma zwerbować nowych pracowników, którzy na dzień dobry będą mieli dużo gorsze warunki pracy.
Teraz trzeba wspomnieć jak wygląda funkcjonowanie fotografii w GW. Zdjęć do publikacji nie wybiera już fotoedytor (został zmarginalizowany do poprawiania opisów pod zdjęciami w serwisie). Zdjęcie do publikacji wybiera redaktor który nie ma ani czasu ani kompetencji by wybrać odpowiednią fotografię.

Na koniec trochę o “Nagroda to publikacja i możliwość podjęcia rozmowy o stałej współpracy z Gazetą Wyborczą.”. Dobry materiał nie potrzebuje wygranej w castingu by zostać opublikowanym w Dużym Formacie lub Wysokich Obcasach. Dział foto GW nie ma ŻADNEGO i wpływu przełożenia na publikacje w DF i WO. Tytuły te same decydują o tym co publikują a czego nie. Jeśli macie coś wartościowego uderzajcie bezpośrednio. Chyba że chcecie fotografować dziury w jezdni wg umowy która tak na prawdę nie gwarantuje stałej współpracy.
Przemyślcie całą sytuację. Przemyślcie czy warto brać udział w dobijaniu rynku. Wszyscy patrzą na to co się dzieje z fotografami w GW. Jak się uda stanie się tak ze wszystkimi. Przemyślcie czy warto.

Filip Klimaszewski

Nie budzić

2011-12-15

Czy ktoś czeka na zdjęcia od Adama Warżawy / PAP ?  No to se jeszcze poczeka.

fot. Piotr Pędziszewski / Trójmiasto.pl

Ochrona fotoreportera

2011-12-15

Press Club złożył u Prezydenta propozycję zmiany prawa prasowego, wprowadzającą  ochronę dziennikarzy i pracowników mediów w czasie pełnienia obowiązków służbowych: LINK

Na spotkanie z Podsekretarzem Stanu w MSW panem Adamem Rapackim i Komendantem Głównym Policji insp. gen. Andrzejem Matejukiem zostało zaproszone Stowarzyszenie Fotoreporterów. Zapraszamy do dyskusji na naszym FORUM DYSKUSYJNYM – Wasze głosy są ważne . SF przedstawi je na spotkaniu w najbliższy piątek.